sobota, 14 lipca 2012

Kończą mi się wiersze, a nie mam weny. Będę chyba dodawać notki bez wierszy.

Boże, tak mi źle. Nie wiem co mam ze sobą zrobić, zdycham z tęsknoty. Chcę, żeby mi powiedziała, że wszystko będzie dobrze... Bo tak samo jak nienawidzę tego stwierdzenia, tego "wszystko będzie w porządku", tak z Jej ust zabrzmiałoby to zupełnie inaczej. Świat stałby się inny. Uwierzyłabym w to, że może wyjść Słońce. Bo gdy Jej nie ma, nie ma Słońca. Nie ma mnie. Może i nie lubię na nie wychodzić, ale ono nigdy nie gaśnie i daje ciepło. Ja tak potwornie mocno chciałabym dać Jej ciepło, żeby nie cierpiała. Żeby wiedziała, że ma przyjaciół. Że może przytulić się do mnie i wypłakać w rękaw, a ja będę płakać razem z Nią.
Ostatnio odbyłyśmy poważną rozmowę. Ona powiedziała mi, że źle Jej z tym, że przez nią cierpię. Powiedziałam Jej, że to nie jest Jej wina. To raczej ja byłam na tyle głupia, żeby... No, żeby wiadomo. Polubić za bardzo.
Ale ja nie wytrzymuję już. Na sercu jest mi tak ciężko, jakby było zrobione z żelaza. W gardle mnie pali, a ręce aż się rwą, by coś rozwalić. Umrę.




Dwie dusze w jednym ciele
Przeciwieństwa zmuszone do egzystencji na granicy furii i rozpaczy
Dwie dusze w jednym ciele
Toksyczny związek dusz
Bezwzględność i sumienie...
Dwie dusze
I cierpienie